Oczywiście każdy kandydat do pracy jest MEGA kreatywny, MEGA dynamiczny oraz chcący się rozwijać ;) Jak to jest później okazuje się w tzw. praniu. Jednak, nie wszystkie stanowiska wymagają tego typu cech. Przykład - stanowisko supportowe. Ja akurat nie wyobrażam sobie rutynowej i niekreatywnej pracy, ale pracują ze mną supportowcy - dzięki temu wiem czego na pewno w życiu robić nie chcę. Support aplikacji jest to zajęcie typu odebrać telefon, wpisać do naszego wewnętrznego systemiku problem w formie taska, następnie problem rozwiązać. 90% problemów powtarza się cały czas. Zła kwota na raporcie, zły wydruk, zła nazwa kontrahenta. Prawie wszystkie błędy mają swoje źródło pomiędzy krzesłem a klawiaturą użytkownika aplikacji. No i tak supportowiec loguje się do aplikacji, ręcznie w bazie danych poprawia i jest okejowo. Brzmi nieźle? Jak cały dzień siedzę i słyszę: "Marcin weź obsłuż tego taska dla Hiszpanii", "Jacek wpisz do dżej-bi-esa nową kwotę", "Jarek raport się na szwajcarii w kej-ejcz-si nie drukuje" oraz różne tłumaczenia przez telefon żeby goster włożył papier do drukarki to zacznie się drukować - to cieszę się że nie muszę takich rzeczy w pracy robić.
poniedziałek, 9 czerwca 2008
Kreatywność stanowiska
Autor:
resource
o
00:52
0
komentarze
Etykiety: challenging, recognise performances
sobota, 7 czerwca 2008
Nie mogę istnieć bez narzekania (3)
Oto ciąg dalszy:
- wysyłają na szkolenia, fakt trzeba czasem się postarać żeby to załatwić - ale ogólnie nie ma problemu, jeśli szkolenie nie kosztuje majątku.
- luźne piątkowe popołudnia - tradycja każe, że w każdy piątek ok 14-15 wszyscy idą do stołów i tam siedzi się godzinę i gada o nie-pracy. Wcześniej następuje zrzuta na ciastka, chipsy i colę. Menażeria nic do tego nie ma, nawet sami przychodzą posiedzieć. Nie trzeba chyba mówić, że gdy rozpocznie się taki spęd to potem do końca dnia już nikt nie pracuje :)
- o rzeczach typu darmowa kawa (zawsze czekająca w ekspresie, zaparzona przez obsługę biurowca), herbata, napoje + wyposażona kuchnia - chyba nie ma co wspominać.
- popieranie kobiet w ciąży - nie ma problemu iść na macierzyński (czy tacierzyński, w przypadku faceta) - i jak gdyby nigdy nic powrócić po n miesiącach do pracy na swoim stanowisku.
- dużo miejsca w biurze - mam biurko na którym 2 osoby mogłyby się przespać... mam bardzo dużo miejsca, co niestety sprzyja powstawaniu nieładu na biurku ;) ale panuję nad tym. Do tego wygodny fotel oraz szafki na klucz. W budynku klimatyzacja (ale to chyba standard)
- parking strzeżony przez firmę ochroniarską, w tym część na rowery.
- dbałość o środowisko - niektórych może denerwować segregacja śmieci, ale ja popieram. Co kilka biurek jest komplet trzech koszy na śmieci - papier, plastik oraz organiczne. Pojemniki na puszki metalowe oraz na szkło - jeden na piętro.
- rekrutacje wewnętrzne. Tak - aby zmienić dział / technologię w której się pracuje trzeba się zwolnić i zatrudnić ponownie :) Ale jest to możliwe, wszystkie ogłoszenia o pracę umieszczane w mediach najpierw pojawiają się w intranecie. Ja sam bym już prawie wykonał numer z wypowiedzeniem i zatrudnieniem ponownie (/cycle), ale jednak zrezygnowałem (przy podpisywaniu nowej umowy, he he he). Mój szef do dziś o tym nie wie, jako że obowiązuje tajemnica rekrutacji wewnętrznej.
- urlopy - jeśli chce się urlop, nawet z dnia na dzień - nie ma problemu. O ile nie wypada to w terminie jakiegoś deadline, co zdarza się baaardzo rzadko.
- swoboda wyrażania opinii o wszelkich sprawach dotyczących firmy. Przy pomocy specjalnego systemiku ;) można wysłać żale/kwestie, na które zarząd ma obowiązek odpowiedzieć (odpowiadają hurtem raz na 3 miesiące)
To wszystko dla mojego stanowiska, meneżment dostaje jeszcze samochody i pewnie inne bajery o których ja nie wiem :)
Autor:
resource
o
12:34
1 komentarze
czwartek, 5 czerwca 2008
Nie mogę istnieć bez narzekania (2)
Jak dobrze być znowu podłączonym do respiratora! (internetu) :) Dłuższy urlop pokazał, że jednak istnieje jakieś życie poza internetem. No to jadę dalej z zajebistościami mojej firmy:
- brak terroru internetowego. Tak, sporo stron www jest zablokowanych, ale można surfować po sieci bez krycia się. Często jest tak, że czytam jakieś newsy, przychodzi mój szef i widzi że nie pracuję tylko czytam sobie coś tam. Nikt nie ma o to pretensji, jako że liczy się wykonana praca.
- wynagrodzenie zawsze w terminie. Nigdy nie zdarzyło się by było później niż wyznaczony dzień miesiąca.
- obligatoryjne podwyżki raz w roku. Podwyżki są dla wszystkich, fakt że uznaniowo ale można potrenować negocjacje... W każdym razie obowiązkowo każdy dostaje wyrównanie inflacyjne, ale ja zawsze wynegocjowałem dwucyfrowy procent podwyżki. Aha, obligatoryjnie - to znaczy, że nie da się nie dostać podwyżki inflacyjnej :)
- bonus roczny - w wysokości jednej miesięcznej pensji. W państwowej firmie nazywałoby się to "trzynastką", ale u mnie ma być swiatowo więc jest to "annual bonus" :)
- darmowe kursy językowe. Jak ktoś chce to może za darmo chodzić, jedyne wymogi to frekwencja >70% oraz zdanie cyklicznych egzaminów. Szkoły organizują takie egzaminy 2 razy w roku, by weryfikować postępy. Nie da się chodzić i nie uczyć się.
- wyższe diety niż ustawa przewiduje. W przypadku podróży służbowych prawo pracy gwarantuje dzienną dietę w wysokości x. Moja firma najczęściej daje x+y.
- bonusy dodatkowe: darmowa przychodnia zdrowia (jest też kilku specjalistów). Obiekty sportowe: sala do kosza, boiska do siatki, piłki nożnej, korty tenisowe - to wszystko za darmo, tylko trzeba do arkusza excelowego się wpisać, co oznacza rezerwację danego obiektu.
- wyjazdy i imprezy integracyjne - w każdym roku co najmniej raz. Nawet piwo fundują ;)
- raz na kilka miesięcy wieczór w knajpie dla teamu na koszt firmy (tylko piwo)
Autor:
resource
o
20:48
0
komentarze
Etykiety: workplace
niedziela, 18 maja 2008
Nie mogę istnieć bez narzekania (1)
Czytając tego bloga można odnieść wrażenie, że jestem jak stara narzekająca na wszystko baba:) Jako że głównie notki traktują wadach, chciałbym przedstawić plusy pracy w mojej firmie.
- przestrzeganie prawa pracy - wszystko co do każdego paragrafu. Nigdy nie widziałem żeby ktoś próbował złamać kodeks pracy, co więcej - mam wrażenie że kierownictwo ma fioła na punkcie jego przestrzegania
- brak nadgodzin - a wręcz zakaz pracy w nadgodzinach. Oczywiście można sobie zostać po pracy w biurze, ale nikt za to nie zapłaci (tzn nie uzna tego czasu jako nadgodziny). Jeśli wychodzi tak, że nadgodziny są konieczne - potrzebna jest zgoda szefa. Wyrobione nadgodziny są wypłacane lub odbiera się jako dzień wolny, gdy uzbiera się 8.
- luźne godziny pracy - przychodzę na którą chcę i wychodzę o której chcę, z reguły nic nie muszę nikomu mówić. Jedyny wymóg, to by pomiędzy 12 a 14 być w biurze, bo wtedy są spotkania.
- dobre osprzętowanie - nowe laptopy + inne wyposażenie, regularnie wymieniane. Nie ma problemów jeśli ktoś chce dostać jakiś dodatkowy sprzęt komputerowy, o ile jego cena nie jest przerażająca
- brak konfliktów i siary w pracy. Tu brawa dla HR, bo potrafią odsiać chamów, jednostki aspołeczne i nieprzyjemne. Wszyscy moi współpracownicy to profesjonaliści z którymi da się pogadać o wszystkim, pójść na piwo (co dzieje się co jakiś czas). Nigdy nie widziałem żeby ktoś z kimś się kłócił, albo jeden na drugiego krzyczał. Tak samo nie ma olewaczy obowiązków służbowych. Wszyscy mówią sobie po imieniu, włącznie z najwyższym szefostwem - nie ma od tej zasady wyjątków.
- ogólne wyluzowanie ludzi, także meneżmentu. Na głównej tablicy ogłoszeń, obok bardzo ważnych obwieszczeń wisi dilbert ;)
CDN
Autor:
resource
o
00:46
1 komentarze
Etykiety: workplace
sobota, 17 maja 2008
Dlaczego SAP SUX?
Nie mam nic do technologii SAP, ale jako użytkownik tych aplikacji czasem trafia mnie szlag. Mam do czynienia z aplikacjami dostępnymi przez www. Działają tylko na określonej wersji IE oraz określonej wersji Javy. Dla innych po prostu rozjeżdżają się totalnie. Okienka z aplikacją nie można zamknąć poprzez Alt+F4, bo wtedy się blokuje i przez godzinę nie można się zalogować. I to nie jest specjalnie, bo twórcy zwracają na to uwagę w manualu, co jak dla mnie świadczy o tym że albo się nie da tego obejść albo nie potrafią. Poza tym aplikacje te wloką się niemiłosiernie - chyba nie na darmo wielu tłumaczy skrót SAP jako Slow And Painful. Ja rozumiem że gotowe moduły sapowe jest sens wdrażać, ale po kiego grzyba pisać w abapie proste aplikacje, które napisane w dowolnej innej technologii webowej z udziałem jakiejś bazy danych działałyby o wiele sprawniej? Argument o centralizacji systemów nie przemawia do mnie, bo wysłać dane do sapa to żaden problem z każdego innego systemu.
Autor:
resource
o
01:24
0
komentarze
Etykiety: technically skilled
sobota, 10 maja 2008
Jestem niebezpieczny
No to się doigrałem. Mojego blogaska zablokowali na firewallach. Widocznie jestem niebezpieczny, umieszczam tutaj treści których pracownicy nie powinni oglądać :) Pozdrowienia dla panów (pań?) blokujących ;)
Autor:
resource
o
15:53
2
komentarze
Etykiety: fun to do business
niedziela, 4 maja 2008
Stres w pracy
Jak wiadomo, open space nasila stres :) U nas nigdy nikogo tak zestresowanego nie widziałem, ale chyba jednak jest to możliwe:
Autor:
resource
o
14:53
0
komentarze
Etykiety: workplace
Teoria vs real life cz 5. - ustalanie płac
Oto prawdy płynące ze slajdów dotyczących ustalania wynagrodzeń:
- "płace na danym stanowisku powinny być wyrównane" - bullshit, bo nowi leszcze potrafią mieć więcej niż starzy
- "zapewnij satysfakcjonujące wynagrodzenie kluczowym pracownikom" - już pisałem o 50-złotowych podwyżkach. W każdym razie im dłużej się pracuje, tym szanse na zmianę wynagrodzenia maleją, więc nijak się to ma do tej całej satysfakcji. Jak też wspominałem już, u nas panuje zasada "każdego specjalistę da się zastąpić skończoną liczbą studentów".
- "ustal poziom płac w branży" - zarzekają się że to robią, ale źródeł podać nie chcą no i w efektach tego nie widać.
To była część ostatnia zderzenia jakiejś-tam-profesjonalnej-prezentacji z firmową rzeczywistością.
Autor:
resource
o
14:50
0
komentarze
Etykiety: policies, recruitment
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Teoria vs real life cz. 4 - rotacja
Inaczej "zużywanie pracowników" - ten termin jest dość powszechnie używany w mojej firmie, najpiękniejszej na świecie. Pracownika się zatrudnia, wykorzystuje, a gdy się on zużyje - doprowadza się do jego zwolnienia.
"co zrobić by zmniejszyć zjawisko rotacji":
- "oferować odpowiednie warunki pracy" - płacowe i socjalne. Bez komentarza.
- "zatrudniać ludzi którzy są mało mobilni" - chodzi o zatrudnianie takich, którym ciężej zmienić pracę, więc marniejszych.
- "nie dopuścić by ludzie wpadli w zawodową stagnację". Ma się wrażenie że szefostwo chce usilnie wpędzić każdego w stagnację. Typowa sytuacja to zatrudnienie murzyna, przeszkolenie go z jakiejś wąskiej działki i wyżymanie. Dalszy rozwój to same kłopoty, bo szkolić trzeba, a to kosztuje czas, pieniądze itd. Awans? Nie, bo kto na miejsce awansowanego?
Na periodycznej prezentacji wyników firmy, współczynnik rotacji stale rośnie. Kiedyś kilka procent, teraz już kilkanaście. Za każdym razem słyszymy że mieści się w normach podręcznikowych Taaa... :)
Autor:
resource
o
23:50
2
komentarze
Etykiety: recruitment, workplace
niedziela, 27 kwietnia 2008
Teoria vs real life cz. 3 - zatrzymanie poddanego
Dziś o tym jak zrobić by pracownik nie nawiał. Oto zalecenia prezentacyjne:
należy zrobić wszystko aby zatrzymać pracownika, który:
- "posiada taką wiedzę i umiejętności, na których zastąpienie potrzeba dużej ilości czasu i pieniędzy" - to jak wyżej. To nic że dany spec wie prawie wszystko, jest chodzącą wikipedią i wszelakie problemy rozwiązuje w przerwie obiadowej. 50 zł podwyżki takiemu, na pewno będzie zadowolony :) Dojście do takiego poziomu wiedzy wymaga ok 4-5 lat pracy.
- "cały czas ma dobre wyniki" - byli u nas ludzie osiągający efektywność na poziomie 98% (gdzie cel to ok 70%) i już ich nie ma, bo kto by sie nie wpienił na 50zł podwyżki rocznej
- "posiada dobre relacje z klientami" - u nas to znaczenia nie ma. Człowiek przez n lat codziennie rozmawia z biznesem i klientami, wypracowuje super relacje nie tylko zawodowe ale i towarzyskie. Zaufanie. Manager się z klientem komunikuje tylko w sprawie płatności i faktur. Ale takiego ambasadora posiadającego super relacje z klientem, z którym klient szybko korzystnie się porozumie - nie traktuje się poważnie i pozwala odejść do pracy płatnej 1kpln więcej.
- "jest samodzielny i nie wymaga couchingu nad swoją pracą" - ogólnie jest tak, że gdy pracownik staje się samodzielny to jest na początku drogi do opuszczenia firmy. Nigdy nikt nic nie zrobił by taką osobę - z wiedzą i doświadczeniem - zatrzymać. A bywały sytuacje bardzo jasne i proste: "mam ofertę za Xpln. Jak dacie mi tyle samo - zostaję". Oczywiście - lepiej nie dać podwyżki i zatrudnić leszcza, który będzie się wdrażał 1-1,5 roku, by być w stanie pracować choć trochę samodzielnie.
Autor:
resource
o
22:11
0
komentarze
Etykiety: recruitment