Po raz kolejny gazeta (agora?). Dziś jest news o tym, jak to internet odbiera prywatność internautom. Jakiś dziennikarzyna odkrył google i wpisał do wyszukiwarki imię i nazwisko jakiegoś leszcza, w wynikach dostał email, gg, telefon oraz odkrył, że szukany luser ogłaszał się na portalach erotycznych. Cóż za odkrycie! Wszystkiemu oczywiście winny jest internet, google oraz portale społecznościowe. H4x0r który używa jednego adresu email we wszystkich serwisach, łącząc go gdzieniegdzie z numerem gg i nazwiskiem jest niewinny. To internet jest złem wszelkim. Już widzę te odmóżdżone laski, które po wysłuchaniu takiego newsa boją się każdego kliknięcia, a do tego (co najgorsze) na imprezach obwieszczają swoje jedynie_słuszne_racje kompletnie nie znając się na rzeczy.
Nie wyobrażam sobie, jak można tak łatwowiernie wpuszczać swoje dane do internetu. Dane umożliwiające identyfikację. Jak wiadomo, usunięcie informacji z internetu jest tak samo trudne jak usunięcie sików z basenu. Każdemu kto jeszcze nie wie jak się do tego zabrać (w dobie popularności naszej klasy), proponuję mój model:
- 4 numery gg (dla przyjaciół/rodziny, znajomych, ludzi z internetu, dla wszystkich innych)
- 3 adresy email (dla przyjaciół/rodziny, oficjalny dla headhunterów, spamowy do podawania w internecie)
- inne identyfikatory komunikatorowe - co najmniej dwa, zależnie od potrzeb.
Główną ideą jest możliwość takiego dobrania zestawu gg/email, by nie zostać powiązanym z prawdziwą tożsamością. Oczywiście można wszędzie w internecie używać jednej tożsamości internetowej, ale dbać o brak powiązania z realną osobą.
Jeszcze kilka kwestii technicznych - wiem że większość powie: "w jaki sposób wygodnie używać 4 nr gg?". Otóż - są komunikatory umożliwiające użycie wielu gg/icq/jabberów naraz, więc można mieć i 100 w jednej uruchomionej aplikacji. Do tego każdy numer można osobno uczynić dostępnym lub nie, co doskonale działa w przypadku gg podanego ludziom z pracy. Maile można przekierować w jedno miejsce, to także nie problem. Dbajcie o swoją prywatność, a jak nie to nie płaczcie potem.
piątek, 1 lutego 2008
gratulacje dla gazety.pl
Autor:
resource
o
13:21
1 komentarze
czwartek, 31 stycznia 2008
Jakość produktów
Jeśli komuś się wydaje, że duże i prestiżowe firmy tworzą produkty wysokiej jakości to bardzo się myli. Mówię tutaj tylko o software, bo z innymi produktami nie mam styczności od strony produkcyjnej. Filozofia jest taka: po co optymalizować kod, skoro można wzmocnić serwer na którym ten soft będzie chodzić? Ponadto presja czasowa wywierana na pracownika skutkuje tym, że przy braku wprawy nie jest on w stanie zdążyć z optymalizacją. A jakość wizualna kodu? A co to? Potem czytam kod bez wcięć (jak można się w tym połapać), chaotyczny, z bezsensownymi nazwami zmiennych etc. Komentarze to też tragedia. Szczególnie gdy ktoś odkryje coś z reguły oczywistego i wpisuje to z capslockiem w komentarze, opatrzając całość toną wykrzykników. Przykład:
// WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN!
// tu jakieś bzdury
// WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN! WRN!
Pomijając fakt, że pewne języki są z natury zagmatwane (często robimy low-level) to umieszczanie tego typu wstawek wprowadza jeszcze większą dezinformację.
Nazwy zmiennych - a kij tam jakieś konwencje czy notacje. W tej kwestii można wyróżnić następujące grupy klepaczy:
- lubiący długie nazwy, np: howManyTimesIteratorShouldIterate
- lubiący krótkie nazwy, lecz nieznaczące: i
- lubiący nazwy niekrótkie i nieznaczące: hmtisi
- lubiący bezsens: bw8937
Sposób składania kodu: a co tam, jednolinijkowce to jest to. Nie ma to jak cała pętla w jednej linii, przynajmniej autor ma satysfakcję że poza nim nikt tego nie rozumie. Wiem że perlowcy mają takie zboczenie i często stosują jednolinijkowce, ale my w perlu nie pisajet. Zdzierżyłbym burdel w kodzie, gdyby robiony był on w programach których nie muszę później poprawiać. Nie ma nic gorszego, od sytuacji w której ja napiszę całą klasę (lub podprogram) - wcięcia, spójność nazw, pełna estetyka. A potem przychodzi taki H4X0R i wsadza mi swoje niechlujne kawałki kodu do funkcji. Aż mam ochotę zlecić takiemu poprawianie kodu wyjętego z obfuscatora.
Autor:
resource
o
09:23
2
komentarze
środa, 23 stycznia 2008
Attractive work environment
Tym mianem określa się jeden z celów firmy - "by miejsce pracy było dla pracownika atrakcyjne". Oczywiście jest to bardzo atrakcyjny openspace, który z defincji atrakcyjny być nie może (przynajmniej dla deweloperów). Openspace mieści ok 50 osób, programiści pomieszani są z supportowcami oraz handlowcami - co sprowadza się do tego, że programiści siedzą cicho ze słuchawkami na uszach, a supportowcy i handlowcy ujadają ile się da przez telefon. Ale to jest jeszcze do przeżycia. Gorzej jak ktoś zacznie rżeć na całą salę. Mamy tutaj trzy takie ziółka, na szczęście nie siedzą razem bo to przecież jest wtedy samonakręcająca się spirala hiperboliczna. Co jakiś czas jest: IHAHAHAHA, IHAHAHAHAA, IHAHAHAAAA. No ileż można rżeć jak koń na całą salę? Albo laski opowiadające coś z przejęciem z volume=max, piskliwym głosikiem na najwyższym tonie. Cieszę się że lubię słuchać muzyki w pracy i mi ona nie przeszkadza, bo inaczej to bym pewnie już nosił gustowny kaftan i pomieszkiwał w pokoiku z gustownie miękką tapetą lecz bez nawet niegustownych klamek.
Powszechnie wiadomo, że deweloper powinien pracować w mniejszych pokojach z innymi tego typu osobnikami. I nie wolno mu przerywać podczas pracy umysłowej. Jeśli podczas obmyślania bardzo_ważnego_algorytmu podejdzie inny kmieciu, by zapytać czy w c++ indeks tablicy zaczyna się od 0 czy od 1 to oznacza to co najmniej 15 minut w plecy. Oczywiście, pytający uzyska odpowiedź, jednak powrót do poprzedniego toku myślenia nie jest prosty. Jest to spowodowane tym, że programista podczas pracy często przechwuje w swoim podręcznym mózgowym cache cały zbiór zmiennych tymczasowych oraz ścieżek rozwiązania danego problemu. Podczas przełączenia mózgu na inny wątek - wszystkie dane tymczasowe zostają usunięte.
CDN
Autor:
resource
o
20:59
1 komentarze
niedziela, 20 stycznia 2008
g{mail|azeta}
Po świąteczno-sylwestrowo-other wydarzeniach pora na powrót do biznesu.
Ostatnio gazeta.pl trąbi na prawo i lewo o tym, że wprowadza nowy web interfejs do swojej poczty. Interfejs ten ma być interfejsem gmailowym. Niech mi to ktoś wytłumaczy (na pl.hum.tłumaczenia nie chcą mi wytłumaczyć) jeśli się mylę, ale:
- otrzymamy takie konto jak na gmail.com, ale o nazwie gazeta.pl
- otrzymamy takie konto jak na gmail.com, ale z reklamami doklejanymi do maili / mailami reklamowymi. No bo jak tu wierzyć, że nagle gazeta.pl zrezygnuje z reklamy mailowej?
- otrzymamy takie konto jak na gmail.com, ale o mniejszej pojemności
Powiedziałbym, że gazeta zrobiła piękny numer - przesunęła maintenance interfejsowy do google (nie wnikam w zapisy umowy), tak więc koszty utrzymania interfejsu web znacząco maleją (let's say). Natomiast użytkownik się cieszy, bo dostaje nowy super interfejs (wielu powie że najlepszy na świecie).
Jaka jest zaleta założenia konta na gazeta.pl, zamiast po prostu na gmail.com? Ja widze tylko taką zaletę, że konta na gazeta.pl dają w miarę sensowny dostęp do usenetu (nie, google akurat ma to słabo rozwiązane). Ale do usenetu mozna miec spam-konto na gazeta.pl, używane tylko jako login do pisania na grupy. Do tego - procentowo z usenetu korzysta niewiele osób. Tak więc - jesli nie usenet, to co?
Autor:
resource
o
20:26
1 komentarze
wtorek, 11 grudnia 2007
Mity o Ruby
Radarek popełnił na swoim blogu bardzo dobry wpis dotyczący języka Ruby, polecam poczytać: http://radarek.jogger.pl/2007/12/10/mity-na-temat-rubiego/ Jestem tylko ciekawy, jak będzie wyglądać 'boom' (jeśli można tak mówić) na polskim rynku w kwestii Ruby'ego. Po tym jak wykop.pl został przepisany na php - oficjalnie z powodu braku programistów RoR - ciekawym jest czy nastąpi wysyp aplikacji oraz co za tym idzie ofert pracy z Ruby. Obecnie mam wrażenie że panuje swego rodzaju niechęć do RoR, który postrzegany jest jako yet another framework. Mam nadzieję że to się zmieni.
Autor:
resource
o
19:28
0
komentarze
poniedziałek, 10 grudnia 2007
cli-ent-co-pi-a
cli-ent-co-pi-a => ostatnio staję się fanbojem tego sajtu, dostarcza mi on nieustannej rozrywki. Dopiero ostatnio na niego natrafiłem (mam wrażenie że sajt ma teraz swoje 5 minut), i zdaję sobie sprawę że niedługo przeczytam wszystko :/ (co dobre szybko się kończy). Oto kilka wybranych wpisów:
Me: Are there any Windows open?
Client: They were, but I had to shut them because its raining.
hmm...
"HTML, is that the same as hotmail?"\
Female, account manager in bank, works with computer more than 5 years. Speaks to client by phone, asks for client's e-mail address.
Client dictates his e-mail: name@name.com
Female writes: nameETAnameDOTcom and asks how client spells ETA*
* it's all about @
Email from client:
Please update my email address to our company website from firstname.t.lastname@... to firstname.lastname@... (Remove the t.) Our customers are wondering coz their emails sent to me are returning back.
I made the update. Then I noticed that there's his OLD email address in his email signature!
ME "Ok, I've reset your password to secret1, that's lowercase s-e-c-r-e-t-1"
User "Is that the number 1 or the letter 1?"
I recently received an emial from a client that said:
"Please send me your email address so that I can send you the information you need".
My response:
"This IS my email address..."
Autor:
resource
o
23:19
0
komentarze
sobota, 8 grudnia 2007
precyzja specyfikacji
dostarczamy <baczność> klientowi </baczność> specyfikacje nowych rozwiązań dla naszego super-systemu. Specyfikacje zawierają rozbudowany opis rozwiązania, od wymagań technicznych poprzez specyfikację biznesową do procedur testowych (później taka specyfikacja trafia do klepaczy kodu). Jednym z najważniejszych wskaźników jest estymowana ilość czasu, jaka będzie wymagana do wdrożenia danej funkcjonalności. Biorąc taką dokumentację do ręki, <baczność> klient </baczność> akceptuje rozwiązanie o danym koszcie (każda godzina to koszt) lub nie (jeśli uzna że to zbyt dużo). Dlatego oczekuje, że później w trakcie implementacji ilość godzin nie przekroczy wartości wpisanej w specyfikacji. So far - so good. Z drugiej strony atakują nas wskaźniki precyzji specyfikacji. Wskaźnik taki określa, w jakim stopniu trafnie określamy czas podany w specyfikacji. Cel - precyzja specyfikacji równa 100%. Nasza szklana kula do wróżenia jest w serwisie, a fusów w kawie nie mamy - firma poi nas rozpuszczalną. Z tego powodu nie zawsze da się poprawnie wyznaczyć ilość godzin. Jeśli wyznaczymy za mało - jest dym bo przecież było x a tymczasem wdrożenie wymagało x+y. Wskaźnik precyzji leci na łeb. A co dzieje się w przypadku, gdy wyznaczyliśmy x, a wdrożenie zajęło wiele mniej czasu? (wierzcie mi, takie sytuacje w projektach IT się zdarzają;) ) Wtedy obciąża się <baczność> klienta </baczność> na x godzin, by nie psuć wskaźnika precyzji. Gdyby pominąć ten głupi wskaźnik, <baczność> klient </baczność> często płaciłby mniej, ale wskaźniki czegoś-tam są zawsze najważniejsze.
Autor:
resource
o
11:00
0
komentarze
sobota, 1 grudnia 2007
Słownik do ogłoszeń o pracę
Oto jak należy tłumaczyć zwroty pojawiające się w ogłoszeniach o pracę.
udział w projektach międzynarodowych - szczycimy się że robimy mikry projekcik dla klienta z zagranicy, bo to przecież lepsze niż duży projekt dla klienta polskiego
wynagrodzenie adekwatne do osiąganych rezultatów - twoja pensja to będzie nędzna podstawa + prowizja od sprzedaży
key account manager - poszukiwany portier-dozorca ;)
praca w młodym i dynamicznym zespole - każda szanująca się firma umieszcza coś takiego w swoich ogłoszeniach. Inaczej brzmiałoby, że szukają emerytów - jak w ochronie ;) A interpretować to należy jako: "zespół złożony głównie ze studentów/praktykantów/leszczy prosto po studiach"
oferujemy szanse rozwoju zawodowego - masz szansę stać się wysokiej klasy specjalistą od systemu, który sami sobie zrobiliśmy i który jest używany tylko u nas.
wykształcenie wyższe z renomowanej uczelni - absolwenci Wyższej Szkoły Unikania Woja imienia Żaby Moniki niemile widziani
własny samochód - będziesz akwizytorem/sklepokrążcą, chociaż oficjalnie stanowisko nazywa się manager ds kontaktów z klientem. Twoim rewirem będzie zadupie wszechświata (od sklepiku do sklepiku po wioskach).
dostęp do najnowszych technologii - to umieszczamy żeby mieć co umieścić, bo nie mamy nic dobrego do zaoferowania
znajomość technologi XXX lub gotowość wdrożenia się w technologię XXX - gotowość do wdrożenia = brak na rynku ludzi którzy chcieliby pracować w technologii XXX, szukamy leszcza który jednak będzie chciał się w tym babrać
oferujemy zdobycie praktycznych doświadczeń podczas realizacji projektów - nie mamy czego zaoferować a dyrektor kazał w ogłoszeniu napisać kilka pozycji w sekcji 'oferujemy' (ciekawi mnie, jak miałaby wyglądać jakakolwiek praca przy której nie można zdobyć 'praktycznych doświadczeń')
preferowani studenci - mało płacimy, dużo wymagamy
dyspozycyjność i elastyczność - będziesz pracować w nadgodzinach i w soboty też czasem przyjdziesz
komunikatywność oraz wysoka kultura osobista - musisz umieć trzymać nerwy na wodzy, gdy niesłusznie krzyczy na ciebie przez telefon zdenerwowany klient. Musisz umieć powiedzieć mu żeby spierdalał - w taki sposób, by on jeszcze się cieszył na tę wyprawę.
zarządzanie raportami - będziesz wypełniać setki dokumentów oraz arkuszy excelowych, których i tak nikt nie czyta.
w związku ze nieustannym stałym rozwojem firma poszukuje nowych pracowników - słabo płacimy i ogólnie oferujemy nędzne warunki. W związku z tym dużo ludzi odchodzi do lepszych firm, więc mamy dużą rotację i potrzebujemy nowych murzynów.
pakiet socjalny - na święta BN dostaniesz bonus finansowy w wysokości, którą odejmiemy ci później od premii.
Ostatnio widziałem ogłoszenie o pracę pewnej firmy (przez litość nie wymienię nazwy): "Oferujemy pełną wyzwań, ciekawą pracę (umowa o pracę) i wynagrodzenie adekwatne do osiąganych rezultatów oraz posiadanej wiedzy i doświadczenia." Wg tej firemki ciekawa praca jest wtedy, gdy ma się umowę o pracę.
Autor:
resource
o
11:11
1 komentarze
Etykiety: challenging
sobota, 24 listopada 2007
Masz gorączkę - zbij termometr
Wszem i wobec wiadomo, że najlepszym sposobem na likwidację problemów jest likwidacja szkody (a nie przyczyny). Oto przykłady jak rozwiązuje się kwestie "problematyczne":
problem: kwestia ekologiczna dużej ilości butelek pet po napojach (segregacja odpadów)
rozwiązanie: likwidacja darmowych napojów
problem: brak dostępu do niektórych serwerów poza intranetem, działających na porcie innym niż 80/443. Brak dostępu ze względu na zablokowanie na firewallu wszystkich portów poza 80 oraz 443.
rozwiązanie: zakup karty Blueconnect i łączenie się do tych hostów poprzez gsm
problem: pracownik chce więcej zarabiać.
rozwiązanie: nie podwyższać pensji, czekać aż się zwolni. Na jego miejsce zatrudnić niedoświadczonego leszcza za połowę kasy. Leszcz będzie uczyć się pół roku, by koślawo i w czasie tygodnia rozwiązywać problemy których rozwiązanie temu który się zwolnił zajmowały pół dnia.
problem: brak wysoko wykwalifikowanych pracowników
rozwiązanie: zatrudnienie nowego pracownika za dużą kasę. Duża kasa (i tylko to) świadczy o tym że jest fachowcem.
problem: sporadyczne, nieznaczące kradzieże
rozwiązanie: osobista (lotnisko-style) kontrola każdego przy wyjściu
problem: pracownicy podlewający kwiatki w wolnej chwili
rozwiązanie: zatrudnienie firmy outsourcującej podlewanie kwiatków. Oczywista poprawa wydajności oraz redukcja kosztów.
problem: mała efektywność pracy
rozwiązanie: organizacja dużej ilości spotkań o wskaźnikach efektywności pracy (wyjaśnianie jak się je liczy, jak ważne one są, etc.). Każde spotkanie minimum godzina.
problem: brak dokumentacji do tworzonego softu
rozwiązanie: nie tworzyć dokumentacji do softu. Każdy pracownik to mistrz świata i okolic w dziedzinie reverse-engineeringu
problem: bieżące informowanie pracowników o tym co się dzieje w firmie
rozwiązanie: strona internetowa o skomplikowanej i nieintuicyjnej strukturze. Oczywiście RSS-a brak, tak skomplikowana technologia jeszcze do nas nie dotarła.
Autor:
resource
o
11:14
1 komentarze
Etykiety: policies
niedziela, 18 listopada 2007
Netykieta po dużemu
Kilka rad dotyczących pisania maili. To jest zapewne jakiś tajny regulamin lub wynik szkolenia - bo wszyscy tak piszą. Jeśli chcesz być wzorcowym pracownikiem korporacyjnym, musisz stosować następujące zasady:
- jeśli angielski nie jest Twoim językiem ojczystym, śmiało wstawiaj słowa ze swojego barbarzyńskiego języka miksując je z angielskim
- używanie swojej ojczystej gramatyki w połączeniu z angielskimi słowami (lub na odwrót) daje odbiorcy niesamowitą radość z rozwiązywania takiej łamigłówki
- jeśli jesteś francuzem, odpowiadaj na maile pisząc po francuskiemu - przecież każdy na świecie zna Twój 'najpiękniejszy z języków'. Fakt że językiem obowiązującym w firmie jest angielski - olewaj z całych sił i śmiej się w twarz
- odpowiadając na tekst, wstawiaj odpowiedź do wnętrza tekstu, oczywiście nie wyróżniając w jakikolwiek sposób odpowiedzi. A niech se poszuka, cham.
- maile pisz w html-u, w końcu różne fonty i oczojebne kolory bardzo fajnie wyglądają
- jeśli jesteś kobietą, pisz maile używając czcionki Comic Sans MS
- koniecznie wstaw do sygnaturki jakąś animację
- sygnaturka może mieć dowolną długość, najlepiej umieść tam cały adres i wszystkie telefony (łącznie te których nikt nie odbiera) + disklajmer typu "The information contained in this e-mail message may be confidential..". Razem tylko kilkadziesiąt linijek.
- nie używaj delimitera sygnaturki, bo NajlepszyProgramPocztowyEver i tak nie wycina
- odpowiada się zawsze nad cytatem, ponieważ wszyscy czytają tekst od dołu do góry.
Odp.: Bo zaburza naturalną kolejność czytania.
Pyt.: Dlaczego?
Odp.: Odpowiadanie na górze listu (top-postowanie).
Pyt.: Co jest najbardziej irytujące w mailach? - nie tnij cytatów, nawet jeśli zawierają tony zbędnego tekstu. Może jest "taka liga na internecie", kto większego maila wyhoduje? (mój rekord: 61kB czystego, w miarę nie-htmlowego tekstu:D)
- to nie rada ale w temacie: twój adres emailowy powinien być jak najbardziej niezrozumiały, przykładowo: Jan Kowalski powinien mieć mail typu jbk6592@piknafirma.com
- jeśli chcesz zaakcentować jakieś słowa, powiększ czcionkę do 30pt, ustaw czerwony kolor i dużo wykrzykników
- w trakcie długiej dyskusji pomiędzy kilkoma osobami (przy użyciu CC:), uznaj co jakiś czas, że ktoś powinien zapoznać się z jednym zdaniem z treści jaką aktualnie piszesz. Dodaj tę osobę do listy CC:, dzięki czemu będzie ona otrzymywać nieinteresujące ją maile jeszcze przez kilka miesięcy tasiemcowej dyskusji
- jeśli otrzymasz od znajomego bardzo-śmieszny-plik-pałer-pointa, koniecznie forwardnij go wszystkim znajomym ze swojej skrzynki, oczywiście umieszczając ich adresy na liście CC. W końcu każdy powinien znać adresy mailowe twoich znajomych oraz wszystkich ludzi którzy wcześniej otrzymali super-śmieszny-załącznik
- wysłanie maila jest najlepszą metodą, aby zapytać kolegi siedzącego 3 metry dalej, czy idzie na lunch
- nigdy nie wstawiaj obrazków bezpośrednio do maila. Aby przesłać komuś obrazek, należy wykonać następujące w pełni profesjonalne czynności:
a) utworzyć plik .doc
b) wstawić do niego obrazek, koniecznie w formacie BMP oraz rozdzielczości co najmniej 1600x1200
c) zmniejszyć go do rozmiaru połowy strony
d) zapisać plik .doc pod nazwą Document1.doc
e) załączyć plik Document1.doc do maila
f) wysłać, najlepiej bez żadnego tekstu w treści maila - mass-maile do wszystkich n-tysięcy pracowników to super sprawa! Oczywiście dla każdego szanującego się zasobu kadrowego byłoby ujmą na honorze nie odpowiedzieć na taki list, skutkiem czego mamy konwersację mailową pomiędzy kilkoma zasobami kadrowymi siedzącymi na tej samej sali, którą to konwersację czyta cały świat.
- Życzenia świąteczne wysyła się w następujący sposób:
a) mass-mail do wszystkich n-tysięcy pracowników, zawierający:
b) plik .doc utworzony zgodnie z pkt. 17, przy czym obrazek należy zmniejszyć do rozmiaru znaczka pocztowego
c) życzenia napisane pokrzywioną czcionką, koniecznie kolorem niebieskim
Po wysłaniu takiego maila, Najlepszy-Serwer-Mailowy-Na-Świecie (exchange) zamula się na ok 40 minut (bo wszyscy ściągają). Jest pretekst by nie pracować i jest wesoło, a przecież święta mają być wesołe.
Moja pikna firma wydaje dużo bejmów na szkolenie 'z komunykacjy z <baczność> klyentem <spocznij>', które polega na tym, że najpierw jest gadka o wyrażaniu się jasno, a potem firma zewnętrzna czyta maile szkolonego pracownika. No piknie.
Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział jak wygląda obowiązująca w internecie netykieta, to polecam linki: http://pl.wikipedia.org/wiki/Netykieta, http://netykieta.pl/ oraz http://di.com.pl/netykieta.php
Autor:
resource
o
19:45
6
komentarze
Etykiety: policies, quick response, technically skilled